fot. eurovision.com
Eurowizja 2027 już teraz staje się tematem gorącej debaty, choć do przyszłorocznego konkursu pozostało jeszcze sporo czasu. Powodem są nie tylko muzyczne zapowiedzi, ale przede wszystkim decyzja jednego z państw, które postanowiło wycofać się z rywalizacji. Tamtejszy nadawca publiczny uważa, że organizatorzy nie zrobili wystarczająco dużo, by zagwarantować konkursowi pełną niezależność i neutralność. Szczególne zastrzeżenia budzi obecność Izraela, którego udział od dawna wywołuje sprzeciw części uczestników i publiczności. Zdaniem nadawcy same zmiany w regulaminie nie są wystarczającym rozwiązaniem, dlatego zdecydowano się na ważny krok i rezygnację z udziału w Eurowizji 2027. Na taki ruch zdecydowała się Holandia.
Eurowizja 2026: w takich warunkach Artur Orzech komentował konkurs. Zaskoczeni? >>
Holandia bojkotuje Eurowizję 2027
Decyzja AVROTROS, holenderskiego publicznego nadawcy radiowo-telewizyjnego odpowiedzialnego m.in. za udział kraju w Eurowizji, nie jest nagłym ruchem, lecz efektem narastającego sporu o polityczną neutralność konkursu. Nadawca od miesięcy naciskał na EBU, by jasno określiła, na jakich zasadach w wydarzeniu mogą pojawiać się państwa uwikłane w konflikty zbrojne. Jego zdaniem najnowsze zmiany w regulaminie wciąż pozostawiają zbyt wiele niewiadomych.
W centrum dyskusji pozostaje udział Izraela oraz sytuacja na Bliskim Wschodzie. AVROTROS zwraca uwagę zarówno na katastrofę humanitarną w Strefie Gazy, jak i na ograniczenia dotyczące pracy mediów. Nadawca przypomina również, że wokół Eurowizji narastał sprzeciw środowiska muzycznego. W 2026 roku z konkursu wycofało się pięć państw, a część byłych zwycięzców zdecydowała się nawet zwrócić swoje trofea. Pod listem apelującym do EBU o reakcję podpisało się natomiast ponad tysiąc osób związanych z muzyką i kulturą.
Szczególne wątpliwości budzi brak jednoznacznych kryteriów. Nie wiadomo bowiem, kiedy zaangażowanie danego państwa w konflikt zbrojny powinno prowadzić do wykluczenia z Eurowizji, a kiedy jego udział nadal mieści się w ramach deklarowanej przez organizatorów neutralności:
Konkurs Piosenki Eurowizji został stworzony po to, by łączyć ludzi i kraje. Nie da się jednak zaprzeczyć, że międzynarodowe konflikty coraz silniej wpływają na wydarzenie, podważając jego neutralny charakter. Eurowizja stała się platformą podziałów. Jako nadawca publiczny pozostajemy wierni naszym wartościom, nawet jeśli oznacza to rezygnację z wydarzenia, które jest nam bardzo bliskie.
EBU w sierpniu 2026 roku wprowadziła zmiany w regulaminie. Jedna z nowych zasad zakłada, że państwo zaangażowane w konflikt zbrojny nie będzie mogło organizować konkursu w kolejnym roku, nawet jeśli jego reprezentant zwycięży. To jednak nie przekonało holenderskiego nadawcy, który uważa, że nie rozwiązuje to podstawowego problemu.
Co ciekawe, Holandia już wcześniej znalazła się w gronie państw bojkotujących Eurowizję 2026. Wraz z Hiszpanią, Irlandią, Islandią i Słowenią sprzeciwiła się wówczas udziałowi Izraela. Konkurs zakończył się zwycięstwem Bułgarii, a reprezentant Izraela uplasował się na drugim miejscu.
Eurowizja 2026: kto wygrał? Oto zwycięzca >>
Pełną treść ich stanowiska możecie przeczytać tutaj.