fot. Instagram: @sylwia_peretti
Łukasz P. został zatrzymany i trafił do aresztu. Sylwia Peretti zdążyła już wypowiedzieć się w sprawie swojego męża.
Informacja o aresztowaniu męża Sylwii Peretti obiegła media we wtorek 7 lipca 2026 roku. Sylwia Peretti jeszcze tego samego dnia podzieliła się oświadczeniem na swoim InstaStory. Jak ustalił Pudelek, Łukasz P. jest podejrzanym w sprawie o wyłudzenie 7,5 miliona złotych. Grozi mu za to do 25 lat pozbawienia wolności.
Śledztwo w sprawie wypadku Patryka Peretti zakończone. Jaki jest wynik? >>
Sylwia Peretti o zatrzymaniu swojego męża. Mierzy się z kolejnym dramatem
W pierwszej części oświadczenia Sylwia Peretti potwierdziła, że jej mąż został zatrzymany i zaapelowała, aby wstrzymać się z osądami:
Od 3 lat niemal każdego dnia wracałam z cmentarza do domu, w którym czekał na mnie jeszcze mój mąż. Dziś wracam do pustego domu. Trudno opisać słowami ciężar, który noszę od dnia, w którym straciłam syna. Teraz, tuż przed kolejną rocznicą jego śm*erci, przyszło mi zmierzyć się z kolejnym dramatem. Nie proszę o współczucie. Proszę jedynie o szacunek, cierpliwość i pozwolenie, by o tej sprawie zadecydowały fakty, a nie emocje czy medialne spekulacje. Dziękuję wszystkim, którzy w tym niezwykle trudnym czasie okazują mi wsparcie i życzliwość.
W dalszej części oświadczenia stwierdziła, że nie podoba jej się to, że kolejny raz stała się ''twarzą'' sprawy:
Jest jeszcze jedna kwestia, o której chcę powiedzieć. Kiedy media informowały o śmierci mojego syna, bardzo często nie pisały o Patryku. W nagłówkach pojawiał się przede wszystkim "syn Sylwii Peretti". Dziś widzę dokładnie ten sam mechanizm. Po raz kolejny głównym elementem medialnych nagłówków stają się moja twarz i moje nazwisko. Są także publikacje, w których nie ma nawet zdjęcia mojego męża, jest wyłącznie moja twarz i nagłówek: "mąż Sylwii Peretti". To wystarczy, by zrozumieć, na kogo w rzeczywistości kierowana jest uwaga opinii publicznej. W praktyce oznacza to jedno - to nie tylko moje nazwisko trafia do nagłówków. To ja staję się twarzą tych historii i to do mnie trafiają wszystkie emocje, które te publikacje wywołują. Rozumiem, że rozpoznawalne nazwisko przyciąga uwagę. Rozumiem też, jak działają media. Ale trudno pogodzić się z tym, że po raz drugi w życiu twarzą historii dotyczącej mojej rodziny staję się ja. Najpierw jako matki, która straciła syna. Dziś jako żony. I po raz drugi to właśnie na mnie spada fala komentarzy, ocen i hejtu, mimo że nie ja jestem osobą, której dotyczą opisywane wydarzenia. Nie proszę o ciszę. Proszę jedynie o odrobinę refleksji. Bo za zdjęciem, które ma przyciągać uwagę, stoi prawdziwy człowiek, a nie tylko nazwisko, które dobrze wygląda w nagłówku.
Sylwia Peretti odniosła się do zatrzymania męża również w rozmowie z Pudelkiem. Stwierdziła wtedy, że uzyskana przed laty dotacja wedle jej wiedzy została wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem:
Powstały dzięki niej sprzęt uzyskał wiosną tego roku stosowną certyfikację, co potwierdza jego użyteczność. Wszystkich kontrahentów spółki zapewniam, że pomimo nieobecności męża praca i zlecenia są nieprzerwanie realizowane przez pracowników. Liczę, że wkrótce sprawa się wyjaśni, a Łukasz wróci do realizacji wszystkich swoich nowatorskich projektów z wielką pasją i swoją niewyczerpaną energią. Dziękuję wszystkim ślącym mu za moim pośrednictwem wyrazy wsparcia.
Sylwia Peretti oddała hołd zmarłemu synowi. W jaki sposób? >>